W walce o kształt ustawy hazardowej może chodzić o znacznie większe pieniądze niż wspominane pół miliarda złotych wpływów do budżetu. Zresztą jest bardzo wątpliwe, czy ta kwota rzeczywiście by się pojawiła (vide: analizy Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową przedstawione na seminarium „E-PLAY’a” podczas SUREXPO – str. 16). Faktem jednak jest, że afera wisiała w powietrzu od bardzo dawna. Wielokrotnie na łamach naszego miesięcznika opisywaliśmy zaskakujące ruchy legislacyjne, które miały miejsce na długo przed tym, gdy w sprawę włączyło się Centralne Biuro Antykorupcyjne. Z licznych analiz może wynikać, że ukrytym celem inicjatywy ustawodawczej, która rodziła się w gmachu przy ulicy Świętokrzyskiej 12 w Warszawie, było stworzenie dogodnych warunków do wprowadzenia w Polsce wideoloterii, które mógłby organizować jedynie Totalizator Sportowy. Ci, którzy tworzyli ów projekt, dobrze wiedzieli, że bez daleko idących zmian obowiązującego prawa niemożliwe jest wprowadzenie tych gier, a tym samym zorganizowanie wartego miliardy złotych (szacunki mówią o 2-3,5 mld zł) przetargu na obsługę sieci terminali do wideoloterii. Projekt nowelizacji należało jednak zaserwować posłom i opinii publicznej w taki sposób, by nikt się nie domyślał, jakie naprawdę będą konsekwencje jego przyjęcia.[...]